Eurokołchoz! Państwo, w którym prym wiedzie masoneria

Swoistym komentarzem do najnowszego sondażu poparcia dla Polskiego członkostwa w Eurokołchozie niech będzie również ten artykuł.
Kilkanaście dni temu na stronach portalu TVP INFO ukazał się wynik sondażu, w którym zapytano Polaków czy chcą pozostania Polski w unii Europejskiej.
Wynik może szokować szczególnie patriotów i Polaków, którym leży dobro Ojczyzny i niepodległość na sercu, jako niezbywalne i nie sprzedajne prawo narodu Polskiego do samostanowienia.
Wszyscy jesteśmy świadkami przetasowania świata. W Europie pod hegemonicznym panowaniem Niemiec powstaje superpaństwo Europejskie nowa rzesza. Państwa i narody Europy są zmuszane poprzez szantaż polityczny i ekonomiczną presje do samowolnego upadku i oddania własnych suwerennych praw na rzecz powstającego na gruzach minionej unii Europejskiej nowego hegemona.
Bynajmniej Niemcy nie są jedynym aktorem i twórcą tego procesu. Nie przypadkiem bowiem zbiegło się to wszystko czego jesteśmy świadkami z wściekłym atakiem zbrodniczej Rosji na Polskę. Jak w 1939 r okazało się po raz kolejny, że zawierane przez Polskę sojusze są jedynie na papierze, a zagrożona Polska może liczyć jedynie na poklepywanie po plecach i czcze słowa poparcia, bo nie na realną sojuszniczą pomoc.
Trwają więc debaty i rezolucje. Jedne Polskę potępiają inne mówią o wsparciu, ale Polska jest osamotniona naprzeciw złu, które stara się rozedrzeć słabą i słaniającą się już pod ciosami Ojczyznę. Lata niewoli zrobiły swoje. Nie tylko wróg zewnętrzny atakuje Polskę. Dziś jak przed wiekami mamy zdrajców i targowicę choć jest mnóstwo takich, którzy klaszczą na ten widok i wspierają upadek.

Ten proces toczy się tuż obok nas i my samy jesteśmy jego częścią. Widzimy jak pod przymusem i szantażem dokonywana jest zamiana wartości chrześcijańskich jakie były fundamentem Europy na nowe lewicowe doktryny neoliberalnego humanizmu.
Oni nie negują już w swoim cynizmie faktu istnienia Boga. Oni przeinaczają naukę Chrystusa Pana tworząc fałszywe zwierciadło, które ma nas zwieść ogłupić i omamić. Jak widać nawet w Polsce katolickiej ten proces udaje się zaszczepić w społeczeństwie, które traci poczucie wartości niezłomnych. A to wszystko pod sztandarem nowych wzniosłych haseł, które mają zainspirować lud nieodporny na mowę medialnych tub i szczekaczek 24h.
Prawa człowieka, nowy ład ekologiczny, demokracja i praworządność…
Wszystko wszystkim da się usprawiedliwić, bo przecież głupcy nie są w stanie odróżnić już prawdziwych wartości od szklanych paciorków!
Niestety wygląda na to, że wielu z nas mówi co innego, a jak przychodzi co do czego to już co innego czyni!
Aż 82% badanych jest zadowolona z Polskiego członkostwa w UE!
Nie przeszkadza nam widać plucie i szczucie na Polskę! Nie przeszkadzają nam co miesięczne rezolucje i ponizanie narodu.
Z jednej strony mówimy, że wyznajemy wiarę w Boga, ale nie przeszkadza nam wdrażanie skrajnie lewicowych i neoliberalnych dogmatów zastępujących wiarę w Boga. Nie przeszkadza nam mordowanie nienarodzonych dzieci czy też śmierć na życzenie pod postacią Eutanazji. Wielu z nas uważa, że Polska bez unii nie ma prawa już istnieć! Przyzwyczailiśmy się do jakiegoś niewolnictwa w naszej rzeczywistości, że życie pod jakąś okupacją dla świętego spokoju uważamy za nasz sukces i Europejskość. Honor ojczyzny, narodu, obywateli praktycznie nie istnieje. Nie dba o te wartości klasa Polityczna, która tak często godzi się na oddawanie suwerenności za obietnice szklanych paciorków i judaszowych sakiewek nazywając to nowym Europejskim ładem.
Ale czy my samie nie przykładamy ręki do tego stanu rzeczy?
Czy na siłę nie staramy się wchodzić w przysłowiową D byłym i obecnym zaborcom Polski i potomkom zbrodniarzy, którzy dziś śmią uczyć nas człowieczeństwa i demokracji pod pozorem zamiany wartości chrześcijańskich na lewackie dogmaty?
Smutna rzeczywistość i obraz upadającego Polskiego społeczeństwa, które nie jest w stanie przeciwstawić się złu w obronie umiłowanej Ojczyzny, ale idzie na zatracenie ku przepaści pomimo, iż czasem tylko przy okazji święta niepodległości wznosimy hasła i opowiadamy się za Polską. Tyle, że raz na rok to trochę zbyt mało, aby obronić Ojczyznę przed upadkiem.

Andrzej Trzciński
Wolna Polska

 


Artykuł
ŹRÓDŁO TVP INFO

Humanitaryzm z powieści Bensona jawi się jako coś znajomego. To program uszczęśliwienia ludzkości: wprowadzenia powszechnego pokoju i wyrugowania z życia każdego człowieka wszelkiego cierpienia.

We współczesnej Europie chrześcijaństwo zostało sprowadzone do wymiaru zacnego światopoglądu, który ma dodatkowo legitymizować panujące świeckie dogmaty. Tak właśnie można interpretować stosunek progresistów do papieża Franciszka.

W swojej narracji dotyczącej dzisiejszego Kościoła katolickiego podkreślają oni przyjazne gesty obecnego następcy świętego Piotra wobec mniejszości seksualnych i migrantów, które interpretują jako poparcie Watykanu dla ruchów LGBT i projektów wielokulturowego społeczeństwa.

Szkopuł w tym, że Franciszek ma na swoim koncie również wiele wypowiedzi idących pod prąd progresizmowi. Znana jest jego opinia na temat tego, co nazywa on „kolonizacją ideologiczną”. Terminem tym określa narzucanie społeczeństwom rozmaitych politycznie poprawnych standardów w polityce zdrowotnej, edukacji, kulturze.
W tym kontekście na uwagę zasługuje pewne dzieło, któremu Franciszek co najmniej dwukrotnie udzielił rekomendacji. Chodzi o napisaną w roku 1907 powieść „Władca świata” Roberta Hugh Bensona (18 listopada minie 150. rocznica urodzin tego pisarza, dlatego warto przypomnieć jego utwór). W roku 2015 wracając do Rzymu z pielgrzymki na Filipiny, papież o owej książce powiedział: „czytając ją dobrze zrozumiecie, co mam na myśli mówiąc o kolonizacji ideologicznej”.

Skądinąd warto zauważyć, że książka Bensona spotkała się również z wielkim uznaniem kardynała Josepha Ratzingera – zanim został on zwierzchnikiem Kościoła. W roku 1992 ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary dostrzegł w tej powieści ostrzeżenie przed unifikacją ludzkości po zimnej wojnie.

O czym opowiada „Władca świata”? To dystopijna i zarazem apokaliptyczna wizja przyszłości. Glob ziemski podzielony jest na trzy części: Cesarstwo Wschodnie, Europę (od Uralu po Afrykę) i Rzeczpospolitą Amerykańską. Kraje europejskie się jednoczą w jedno potężne państwo, w którym wiodącą rolę odgrywa masoneria. Przywódcy tego politycznego tworu hołdują doktrynie humanitaryzmu. Swojego wroga upatrują zaś w katolicyzmie i dlatego dążą do unicestwienia Kościoła.

Robert Hugh Benson w 1903 roku przeszedł na katolicyzm, a rok później został wyświęcony na księdza. Fot. Wikimedia


Z dzisiejszej perspektywy humanitaryzm z powieści Bensona jawi się jako coś znajomego. To program uszczęśliwienia ludzkości: wprowadzenia powszechnego pokoju i wyrugowania z życia każdego człowieka wszelkiego cierpienia. Dlatego zalegalizowana zostaje eutanazja.

Jak ujmuje to bohater utworu ksiądz Percy Franklin: „Przekonano się, że zgoda jest lepszą od niezgody, a nauczono się tego poza Kościołem. Istotnie, cnoty naturalne rozrosły się wspaniale, cnotami zaś nadprzyrodzonymi wzgardzono. Uczucia humanitarne zastąpiły miłosierdzie; zadowolenie zastąpiło nadzieję; wiedza zastąpiła wiarę”.

Na czele państwa europejskiego staje tajemnicza charyzmatyczna postać – Julian Felsenburgh. Oddziałuje on wręcz hipnotycznie zarówno na elity, jak i na masy. Jego misja jest zaprzeczeniem słów Jezusa Chrystusa z Ewangelii według świętego Mateusza: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10,34). W książce czytamy: „Witano go (…) jak króla, czczono jak świętość – jego, pokornego syna ludzkiego, zrodzonego z matki człowieka; jego, który przynosił nie miecz, lecz pokój, nie krzyż, lecz koronę”.

Antychryst nie będzie podobny do Hitlera czy Stalina. To raczej ktoś w typie George’a Sorosa

Filip Memches: Warto przypominać słowa Benedykta XVI: „Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła”.

Skądinąd nie przypadkiem Felsenburgh może czytelnikowi się kojarzyć z „człowiekiem przyszłości” – tytułową postacią „Krótkiej opowieści o Antychryście” Władimira Sołowjowa z roku 1900.

Wypada też parę słów poświęcić samemu Robertowi Hugh Bensonowi. Pochodził on z szacownej rodziny anglikańskiej. Jego ojciec piął się po szczeblach hierarchii Kościoła Anglii, by w końcu zostać arcybiskupem Canterbury. Syn ruszył w jego ślady i też został duchownym anglikańskim. Jednak pobyt na Bliskim Wschodzie zaowocował przemianą. Jej skutkiem było przejście na katolicyzm w roku 1903, a następnie – w 1904 – wyświęcenie na kapłana katolickiego. Benson zmarł w roku 1914, kilka miesięcy po wybuchu pierwszej wojny światowej.

Kiedy Polska znalazła się pod rządami komunistów „Władca świata” (w przekładzie Stefana Barszczewskiego) stał się lekturą wyklętą. W roku 1951 wszystkie utwory Bensona zostały usunięte z bibliotek i objęte cenzurą.

Oczywiście „Władcę świata” można interpretować jako powieść antykomunistyczną. Niemniej z dzisiejszego punktu widzenia pozostaje ona aktualna ze względu na inne treści niż krytyka XIX-wiecznych lewicowych ideologii utopijnych. W świecie, w którym zostały potępione totalitaryzmy, opisywany przez Bensona humanitaryzm przecież ma się świetnie.

I tak, jak w powieści angielskiego pisarza, nieraz bywa, że znajduje poklask także wśród katolików. Chodzi o osoby, które nie zdają sobie sprawy – lub nie chcą sobie zdawać – z tego, że dobro bez trudnych, politycznie niepoprawnych prawd głoszonych przez Kościół katolicki staje się narzędziem uwodzenia ludzi przez Szatana.

– Filip Memches
TVP INFO

Podziel się komentarzem
Udostępnij

Dodaj komentarz