Premier Mateusz Morawiecki w PE. Czy wystąpienie premiera Polskiego rządu cokolwiek zmieni w relacji z Eurokołchozem?

We wtorek rano premier Mateusz Morawiecki wziął udział w debacie dotyczącej kwestii praworządności w Polsce oraz prymatu prawa unijnego nad krajowym w Parlamencie Europejskim. Poniżej publikujemy pełną treść wystąpienia szefa rządu.


Panie Przewodniczący, Pani Przewodnicząca, Panie i Panowie Posłowie,

Staję tu dziś przed Państwem w Parlamencie żeby rozwinąć nasze stanowisko w kilku podstawowych kwestiach, które uważam za fundamentalne dla przyszłości Unii Europejskiej. Nie tylko dla przyszłości Polski, ale właśnie dla przyszłości całej naszej Unii.

Po pierwsze powiem o kryzysach, przed którymi stoi dziś Europa – i którymi się powinniśmy się zająć.

Po drugie powiem o standardach i regułach – które powinny być zawsze takie same dla wszystkich – i to, że zbyt często takie nie są.

Po trzecie przedstawię pogląd na temat zasad, zgodnie z którymi żaden organ władzy publicznej nie powinien podejmować działań, do których nie ma podstawy prawnej.

Punkt czwarty mojego wystąpienia będzie dotyczył wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego – i tego, co ten wyrok oraz inne podobne wyroki dla Unii oznaczają; a także o tym, jak ważna jest różnorodność i wzajemny szacunek.
W dalszej kolejności, po piąte, przedstawię nasze spojrzenie na pluralizm konstytucyjny.

Następnie wskażę na potężne ryzyka dla całego społeczeństwa, wynikające z zastosowania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które już się w Polsce materializują.

Wreszcie na koniec podsumuję wszystkie wnioski i spojrzę, uważam, z nadzieją w przyszłość.

Zacznę od sprawy podstawowej – od wyzwań, które są kluczowe dla naszej wspólnej przyszłości. Wysoka Izbo, nierówności społeczne, inflacja i rosnące koszty utrzymania, które uderzają we wszystkich obywateli Europy, zagrożenia zewnętrzne, rosnący dług publiczny, nielegalna imigracja czy kryzys energetyczny zwiększający wyzwania polityki klimatycznej, przekładają się na niepokoje społeczne i wydłużają katalog potężnych problemów.

Kryzys zadłużeniowy postawił pierwszy raz po wojnie pytanie o to, czy potrafimy zapewnić lepsze życie następnym pokoleniom.
Wokół naszych granic jest coraz bardziej niespokojnie. Na Południu, napór milionów ludzi uczynił basen Morza Śródziemnego miejscem tragicznym. Na Wschodzie mierzymy się z agresywną polityką Rosji, która posuwa się nawet do wojen, by zablokować wybór europejskiej drogi wsród krajów naszego sąsiedztwa.

Dziś stoimy u progu ogromnego kryzysu gazowego i energetycznego. Rosnące gwałtownie ceny – spowodowane m.in. celowym działaniem rosyjskich firm – już dziś stawiają wiele firm w Europie przed wyborem, czy ograniczać produkcję, czy przerzucać koszty na konsumentów. Skala tego kryzysu już w najbliższych tygodniach może wstrząsnąć Europą. Wiele przedsiębiorstw może zbankrutować, a miliony gospodarstw domowych, dziesiątki milionów ludzi – kryzys gazowy może wpędzić w ubóstwo i niedostatek przez niekontrolowany wzrost kosztów w całej Europie. Trzeba też liczyć się z ryzykiem domina – jeden kryzys może pociągać w kaskadowy sposób kolejne załamania.

Za każdym razem mówię „my”, ponieważ żadnej z tych spraw nie rozwiążemy w pojedynkę. Nie każdy z tych problemów dotknął mojego kraju w stopniu tak dramatycznym, jak to miało miejsce w innych krajach Unii Europejskiej. Nie zmienia to faktu, że uznaję wszystkie te problemy za „nasze problemy”.

Teraz powiem kilka słów o tym, jaki wkład Polska wnosi w nasz wspólny projekt.

Integracja europejska to dla nas wybór cywilizacyjny i strategiczny. Tu jesteśmy, tu jest nasze miejsce i nigdzie się stąd nie wybieramy. Chcemy Europę na powrót uczynić silną, ambitną i odważną. Dlatego nie patrzymy tylko na krótkoterminowe korzyści, ale także na to, co możemy Europie dać.
Polska zyskuje na integracji przede wszystkim z powodu wymiany handlowej na wspólnym rynku. Transfery technologii i transfery bezpośrednie są też bardzo ważne. Ale Polska nie weszła do Unii z pustymi rękoma. Proces integracji gospodarczej poszerzył możliwości firm z mojego kraju, ale otworzył też ogromne możliwości firmom niemieckim, francuskim czy holenderskim. Przedsiębiorcy z tych krajów w ogromnym stopniu korzystają na rozszerzeniu Unii.

Wystarczy policzyć ogromny wypływ dywidend, zysków z odsetek i innych instrumentów finansowych – z krajów Europy Środkowej, tych mniej zamożnych – do Europy Zachodniej – tych bardziej zasobnych. Chcemy jednak, aby w tej współpracy nie było przegranych, ale wyłącznie zwycięzcy.

To Polska była promotorem ambitnego funduszu odbudowy, by dzisiejsza odpowiedź na wyzwania transformacji klimatycznej, energetycznej i postpandemicznej była adekwatna do potrzeb. By wzrost gospodarczy był silny, by dawał nadzieję, nie pozostawiał samych sobie, bezbronnych wobec globalizacji, milionów dzieci, kobiet i mężczyzn. W tych sprawach mówiliśmy jednym głosem z Parlamentem Europejskim.

Polska wspiera mocno Jednolity Rynek Europejski. Chcemy autonomii strategicznej, wzmacniającej 27 państw.
Dlatego Polska czy Niemcy, Czechy i inne kraje Europy Środkowej promuje rozwiązania zwiększające konkurencyjność europejskiej gospodarki w duchu egzekwowania czterech podstawowych swobód. Swobody przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi. Bez popierania działalności o charakterze rajów podatkowych, co niestety wciąż czynią niektóre państwa Europy Zachodniej, ogołacając w ten sposób swoich sąsiadów. Tak – Wysoka Izbo – raje podatkowe, które tolerujemy w Unii, to zabór pieniędzy przez najbogatszych. Czy to jest sprawiedliwe? Czy to pomaga poprawić los klasy średniej lub najmniej zamożnych? Czy to mieści się w katalogu wartości europejskich? Bardzo w to wątpię.

Polska i Europa Środkowa opowiada się też za ambitną polityką rozszerzeniową, która wzmocni Europę w rejonie Bałkanów Zachodnich. Dopełni geograficznie, historycznie i strategicznie integrację europejską. Chcemy globalnych aspiracji Unii i opowiadamy się za silną europejską polityką obronną – w strukturze w pełni spójnej z NATO!

Dziś, gdy wschodnia granica Unii jest obiektem zorganizowanego ataku, cynicznie wykorzystującego migracje z Bliskiego Wschodu do destabilizacji, to Polska daje Europie bezpieczeństwo, stanowiąc wraz z Litwą i Łotwą zaporę, która chroni tę granicę. A poprzez umocnienie naszego potencjału obronnego wzmacniamy bezpieczeństwo Unii w jak najbardziej tradycyjnym znaczeniu.
Stojąc dziś tu przed Państwem, chcę podziękować służbom polskim, litewskim, łotewskim, a także wszystkim państwom południa Europy, naszej straży granicznej i służbom mundurowym, za trud i profesjonalizm w ochronie granic Unii…

Bezpieczeństwo ma wiele wymiarów. Dziś, gdy wszyscy odczuwamy rosnące ceny gazu, doskonale widać, jakie mogą być rezultaty krótkowzroczności w sprawach bezpieczeństwa energetycznego. Już dziś polityka Gazpromu i przyzwolenie na Nord Stream 2 przekładają się na rekordowe ceny gazu.

Gdy dziś w państwach, które zakładały Wspólnoty, poziom zaufania do Unii spadł do historycznie niskich poziomów, takich jak 36 proc. we Francji, w Polsce to zaufanie do Europy utrzymuje się na najwyższym poziomie. Ponad 85 proc. polskich obywateli mówi jasno: Polska jest i pozostanie członkiem Unii. Mój rząd i większość parlamentarna, która za tym rządem stoi, jest częścią tej proeuropejskiej większości w Polsce.

Nie oznacza to, że Polacy nie przeżywają dziś wątpliwości i niepokojów o kierunek zmian w Europie. Ten niepokój jest widoczny i – niestety – uzasadniony.

Mówiłem o tym, jak wiele Polska wniosła do Unii. Ale niestety wciąż słyszymy o podziale na lepszych i gorszych. Za często mamy do czynienia z Europą podwójnych standardów. I teraz powiem, dlaczego musimy z tym modelem skończyć.
Dziś wszyscy Europejczycy oczekują od nas jednego: chcą, byśmy wyszli naprzeciw wyzwaniom, jakie stwarza kilka kryzysów jednocześnie, a nie przeciwko sobie, nie na siłę szukając winnych – czy raczej tych, którzy w rzeczywistości winni nie są, ale których wygodnie jest winą obarczyć.

Niestety widząc niektóre praktyki w instytucjach Unii wielu obywateli naszego kontynentu, zadaję sobie dzisiaj pytanie: Czy skrajnie różne orzeczenia i decyzje Brukseli i Luksemburga wobec różnych krajów członkowskich, a zapadające przy podobnych okolicznościach, de facto utrwalające podział na kraje silnej, starej i nowej Unii, na silnych i słabszych, bogatych i mniej zamożnych to jest rzeczywiście równość?

Udawanie, że problemy nie istnieją, ma bardzo złe skutki. Obywatele nie są ślepi, nie są głusi. Jeżeli zadowoleni z siebie politycy i urzędnicy tego nie dostrzegą, stopniowo będą tracić zaufanie. A wraz z nim – zaufanie będą tracić instytucje. I to już się dzieje, Wysoka Izbo.

Polityka musi opierać się na zasadach. Naczelną zasadą, którą wyznajemy w Polsce i która stanowi podstawę Unii Europejskiej jest zasada demokracji. Dlatego nie możemy milczeć, gdy nasz kraj – także na tej sali – jest atakowany w sposób niesprawiedliwy i stronniczy.
Reguły gry muszą być takie same dla wszystkich. Ich przestrzeganie to obowiązek wszystkich – także instytucji, które w tych traktatach zostały ustanowione. Na tym polega praworządność.

Niedopuszczalne jest rozszerzanie kompetencji, działanie metodą faktów dokonanych. Niedopuszczalne jest narzucanie innym swoich decyzji bez podstawy prawnej. Tym bardziej niedopuszczalne jest używanie do tego celu języka szantażu finansowego, mówienie o karach, czy używanie jeszcze dalej idących słów wobec niektórych państw członkowskich.

Odrzucam język gróźb, pogróżek i wymuszeń. Nie zgadzam się na to, by politycy szantażowali i straszyli Polskę. By szantaż stał się metodą uprawiania polityki wobec któregoś z państw członkowskich. Tak nie postępują demokracje.

Jesteśmy jest dumnym krajem. Polska jest jednym z państw o najdłuższej historii państwowości i rozwoju demokracji. W XX wieku trzy razy kosztem wielkich ofiar, walczyliśmy o wolność Europy i świata. W 1920 roku, ratując Berlin i Paryż przed bolszewicką nawałą, potem w 1939 roku, idąc jako pierwsi na morderczy bój z Niemcami, z III Rzeszą, co miało wpływ na losy wojny – wreszcie, w 1980 roku, kiedy Solidarność dała nadzieję na obalenie innego totalitaryzmu – okrutnego systemu komunistycznego. Powojenna odbudowa Europy możliwa była dzięki poświęceniu wielu narodów, ale nie wszystkie mogły z tego skorzystać.
Wysoka Izbo. Teraz parę słów o praworządności. O praworządności można mówić wiele, a każdy będzie rozumiał to pojęcie do pewnego stopnia inaczej. Ale myślę, że większość z nas zgodzi się, że nie może być mowy o praworządności bez kilku warunków. Bez zasady podziału władz, bez niezawisłych sądów, bez przestrzegania zasady, że każda władza ma ograniczone kompetencje, a także bez przestrzegania hierarchii źródeł prawa.

Prawo unijne wyprzedza prawo krajowe – do poziomu ustawy i w obszarach przyznanych Unii kompetencji. Taka zasada obowiązuje we wszystkich krajach unijnych. Ale najwyższym prawem pozostaje konstytucja.

Jeżeli instytucje powołane w Traktatach przekraczają swoje kompetencje – państwa członkowskie muszą mieć narzędzia, aby zareagować.

Unia jest wielkim osiągnięciem państw Europy. Jest mocnym sojuszem gospodarczym, politycznym i społecznym. Jest najsilniejszą, najbardziej rozwiniętą organizacją międzynarodową w historii. Ale Unia Europejska nie jest państwem. Państwami jest 27 krajów członkowskich Unii! To państwa pozostają europejskim suwerenem – są „panami traktatów” – i to państwa określają zakres kompetencji powierzonych, przyznanych Unii Europejskiej.

W traktatach powierzyliśmy Unii bardzo duży zakres kompetencji. Ale nie powierzyliśmy jej wszystkiego. Wiele dziedzin prawa pozostaje kompetencją państw narodowych.
Nie mamy wątpliwości co do nadrzędności prawa europejskiego nad krajowymi ustawami we wszystkich obszarach, gdzie kompetencje zostały powierzone Unii przez państwa członkowskie.

Ale, podobnie jak Trybunały wielu innych krajów, polski Trybunał stawia pytanie o to, czy monopol Trybunału Sprawiedliwości na określanie faktycznych granic powierzenia tych kompetencji jest rozwiązaniem słusznym. Skoro określanie tego zakresu wchodzi w materię konstytucyjną, ktoś musi się wypowiedzieć także w sprawie zgodności z konstytucją takich ewentualnych nowych kompetencji, zwłaszcza gdy Trybunał Sprawiedliwości wyprowadza z traktatów coraz to nowe kompetencje dla instytucji unijnych.

Inaczej nie byłoby sensu wpisywać do traktatu o Unii artykułu 4., który mówi o szacunku Unii dla struktur politycznych i konstytucyjnych państw członkowskich. Nie byłoby sensu wpisywać do traktatu artykułu 5., który mówi o tym, że Unia może działać tylko w granicach kompetencji powierzonych, przyznanych. Oba te artykuły byłyby puste, tak, puste!, jeśli nikt poza Trybunałem Sprawiedliwości nie mógłby się wypowiedzieć w tej sprawie od strony konstytucyjnych uwarunkowań porządku krajowego.

Zdaję sobie sprawę, że niedawny wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego stał się przedmiotem zasadniczego nieporozumienia. Gdybym sam usłyszał, że Trybunał Konstytucyjny w innym kraju unieważnił unijne traktaty, byłbym też pewnie tym zaskoczony. Ale przede wszystkim postarałbym się sprawdzić, co tak naprawdę orzekł Trybunał.

I również w tym celu zwróciłem się o głos w dzisiejszej debacie. Aby przedstawić państwu to, co jest rzeczywistym przedmiotem sporu. A więc nie wymyślanie z politycznych powodów bajki o polexicie czy kłamstwa na temat rzekomego naruszania praworządności.
Dlatego w kolejnej sekcji mojego wystąpienia chcę przedstawić państwu fakty. A żeby to zrobić, najlepiej wprost przedstawię kilka cytatów:

W krajowym porządku prawnym, prymat prawa Unii nie ma zastosowania do przepisów Konstytucji – to Konstytucja usytuowana jest na szczycie wewnętrznego systemu prawnego.

Zasada pierwszeństwa prawa wspólnotowego (…) nie może podważać w krajowym porządku prawnym najwyższej mocy Konstytucji

Trybunał Konstytucyjny może dokonywać badania przesłanki ultra vires (…) to znaczy określić, czy działania instytucji Unii naruszają zasadę przyznania, gdy instytucje, ciała, organy i agendy Unii przekroczyły zakres swych kompetencji w sposób, który narusza tę zasadę.

W efekcie takiej decyzji akty ultra vires nie stosują się na terytorium państwa członkowskiego.

Konstytucja  zakazuje  przekazywania  kompetencji  w takim  zakresie, który oznaczałby, że państwo nie może być uważane za kraj suwerenny i demokratyczny

Kilka kolejnych cytatów pominę, żeby nie zabierać Państwu za dużo czasu. Przejdę jeszcze do dwóch ostatnich.

Konstytucja jest najwyższym prawem Polski w stosunku do wszystkich wiążących ją umów międzynarodowych, w tym także umów o przekazaniu kompetencji w niektórych sprawach. Konstytucja korzysta z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania na terytorium Polski
Przekazanie kompetencji Unii Europejskiej nie może naruszać zasady nadrzędności Konstytucji i nie może łamać żadnych przepisów Konstytucji.

Widzę na państwa twarzach poruszenie. Rozumiem, że się z tym Państwo przynajmniej częściowo na tej sali nie zgadzacie. Tylko nie rozumiem dlaczego. Bo te cytaty dotyczą decyzji francuskiej Rady Konstytucyjnej, duńskiego Sądu Najwyższego, niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Pominąłem cytaty włoskiego i hiszpańskiego sądu.

A cytaty z orzeczeń polskiego Trybunału dotyczą 2005 i 2010 roku. A więc już po tym, gdy Polska została członkiem Unii Europejskiej. Doktryna, której dziś bronimy, jest ugruntowana od lat.

Warto też zacytować prof. Marka Safjana, byłego prezesa polskiego Trybunału Konstytucyjnego, a dziś – sędziego Trybunału Sprawiedliwości: „Na gruncie obowiązującej Konstytucji nie ma podstaw dla tezy o nadrzędności prawa wspólnotowego w stosunku do całości porządku krajowego łącznie z normami konstytucyjnymi. Nie ma podstaw! Zgodnie z brzmieniem samej Konstytucji jest ona najwyższym prawem Rzeczpospolitej Polskiej (art. 8 ust.1). Omawiana już wyżej regulacja zawarta w ust. 2 art. 91 przewiduje expressis verbis pierwszeństwo przepisu wspólnotowego w wypadku kolizji z normą ustawową, ale nie z normą konstytucyjną”.

Takie stanowiska krajowych sądów konstytucyjnych to żadna nowość. Mógłbym cytować kolejne dziesiątki orzeczeń z Włoch, Hiszpanii, Czech, Rumunii, Litwy czy innych państw.

Słyszę także głosy, że niektóre z tych wyroków dotyczyły innych spraw, o mniejszym zakresie. To prawda – każdy wyrok zawsze dotyczy czegoś innego. Ale – na miły Bóg! – mają one jedną wspólną rzecz: potwierdzają, że krajowe trybunały konstytucyjne uznają swoje prawo do kontroli. Prawo do kontroli! Tylko tyle i aż tyle! Do kontroli tego, czy prawo Unii stosowane jest w granicach tego, co zostało jej powierzone.

Teraz kilka zdań poświęcę Unii jako przestrzeni pluralizmu konstytucyjnego.

Wysoka Izbo. Są wśród nas kraje, gdzie nie istnieją trybunały konstytucyjne – i takie, gdzie istnieją. Są takie, które mają obecność w Unii Europejskiej wpisaną do konstytucji – i takie, które jej nie mają. Są państwa, gdzie sędziowie wybierani są przez demokratycznie wybranych polityków – i takie, gdzie wybierani są przez sędziów.

Konstytucyjny pluralizm oznacza, że jest między nami, naszymi systemami prawnymi przestrzeń do dialogu. Ten dialog odbywa się także przez orzeczenia sędziów. Jak inaczej mają porozumiewać się sądy, jeżeli nie przez swoje orzeczenia? Nie może być natomiast zgody na wydawanie państwom instrukcji i rozkazów. Nie na tym polega Unia Europejska.

Mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego, chcemy mieć ze sobą coraz więcej wspólnego – ale są między nami różnice. Jeśli mamy ze sobą współpracować, musimy się godzić na istnienie tych różnic godzić, musimy je akceptować, musimy się szanować.

Unia nie rozpadnie się od tego, że nasze systemy prawne będą się od siebie różnić. Funkcjonujemy w taki sposób od siedmiu dekad. Być może kiedyś, w przyszłości dokonamy takich zmian, które jeszcze bardziej zbliżą do siebie nasze ustawodawstwo. Ale żeby to nastąpiło, konieczna jest decyzja suwerennych państw członkowskich.

Dziś są dwie postawy, jakie możemy przyjąć: albo zgadzać się na wszystkie pozaprawne, pozatraktatowe próby ograniczania suwerenności państw Europy, w tym Polski, na pełzające rozszerzanie kompetencji instytucji takich jak Trybunał Sprawiedliwości, na „cichą rewolucję”, odbywającą się nie w oparciu o demokratyczne decyzje, ale za pomocą orzeczeń sądowych – albo powiedzieć: Nie, moi drodzy – jeśli chcecie tworzyć z Europy beznarodowościowe superpaństwo, to najpierw uzyskajcie na to zgodę wszystkich krajów i społeczeństw Europy.

Powtórzę jeszcze raz: najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej jest Konstytucja. Wyprzedza ona inne źródła prawa. Od tej zasady nie może odejść żaden polski sąd, żaden polski parlament ani żaden polski rząd.

Warto jednak podkreślić także, że polski Trybunał nie stwierdził nigdy, również w ostatnim wyroku, że przepisy Traktatu o Unii nie są w całości niezgodne z polską Konstytucją. Wręcz przeciwnie! Polska w pełni przestrzega Traktatów.

Dlatego właśnie polski Trybunał stwierdził, że niezgodna z Konstytucją jest jedna, bardzo konkretna interpretacja niektórych przepisów Traktatu, będąca skutkiem ostatniego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości.

Aby to wyjaśnić, przejdę teraz do kolejnej części mojego wystąpienia: do zagrożeń dla całego systemu społecznego, w przypadku kwestionowania statusu sędziego przez innego sędziego.

Otóż, zgodnie z interpretacją Trybunału z Luksemburga, sędziowie polskich sądów mieliby być zobowiązani do stosowania zasady prymatu prawa europejskiego nie tylko nad przepisami krajowymi rangi ustawowej – co nie budzi wątpliwości – ale także do naruszania Konstytucji i wyroków własnego Trybunału Konstytucyjnego!

Przyjęcie takiej interpretacji w konsekwencji może doprowadzić do uznania, że miliony wyroków wydanych w ostatnich latach przez polskie sądy mogą zostać arbitralnie podważone, a tysiące sędziów może zostać pozbawionych urzędów. Miliony wyroków! Działoby się to wbrew zasadzie niezawisłości, nieusuwalności oraz stabilności i pewności prawa do sądu, wynikających wprost z polskiej Konstytucji. Czy nie zdajecie sobie Państwo sprawy, do czego mogą prowadzić takie decyzje? Czy ktokolwiek z was naprawdę chce wprowadzić w Polsce anarchię, zamęt i bezprawie?

Konsekwencją byłoby zasadnicze obniżenie konstytucyjnego standardu ochrony sądowej polskich obywateli oraz niewyobrażalny chaos prawny.

Na taką interpretację nie może zgodzić się żadne suwerenne państwo. Zgoda na nią oznaczałaby, że Unia przestała być związkiem wolnych, równych i suwerennych krajów – i że sama, metodą faktów dokonanych przekształciłaby się w centralnie zarządzany organizm parapaństwowy, którego instytucje mogłyby wymusić na swoich „prowincjach” cokolwiek uznają za słuszne. Na to nie było nigdy zgody.

Nie na to umawialiśmy się w Traktatach.

Z pewnością warto dyskutować o tym, czy Unia powinna się zmieniać. Czy nie powinna tworzyć większego budżetu? Czy nie powinniśmy więcej łożyć na wspólne bezpieczeństwo? Czy wydatki na obronę nie powinny być wyjęte poza procedury dotyczące deficytu budżetowego? Polska to właśnie proponuje! 
Czy nie powinniśmy wzmocnić naszej odporności na niebezpieczeństwa o charakterze hybrydowym, na cyberzagrożenia? Czy nie powinniśmy lepiej kontrolować inwestycji w strategiczne sektory gospodarki? Jak sprawiedliwie i skutecznie finansować transformację energetyczną i klimatyczną? Jak uczynić nasz proces decyzyjny bardziej efektywnym? Co zrobić, by nasi obywatele nie czuli się w Unii coraz bardziej wyalienowani?

Stawiam te pytania bo uważam, że to odpowiedzi na nie zadecydują o przyszłości Unii.

O tym wszystkim powinniśmy dyskutować.

Teraz zatem kilka zdań poświęcę zagadnieniu granic kompetencji Unii i jej instytucji.

Ważne decyzje nie powinny być podejmowane przez zmianę interpretacji prawa.

Sukces integracji europejskiej polegał na tym – że prawo było pochodną mechanizmów łączących nasze państwa w innych dziedzinach.

Próba odwrócenia tego modelu o 180 stopni – i narzucania integracji poprzez mechanizmy prawne – to odejście od założeń, które stały u źródeł sukcesu Wspólnot Europejskich.

O zjawisku deficytu demokracji mówi się od lat. I ten deficyt się pogłębia. Nigdy dotąd jednak nie było to tak widoczne jak w ostatnich kilku latach. Coraz częściej poprzez aktywizm sędziowski decyzje zapadają za zamkniętymi drzwiami i następuje zagrożenie dla krajów członkowskich. Coraz częściej bez jasnej podstawy w traktatach, lecz w drodze kreatywnej ich reinterpretacji, bez żadnej kontroli. I to zjawisko narasta od lat.

Dziś ten proces osiągnął taki etap, że trzeba powiedzieć: stop. Kompetencje Unii Europejskiej mają swoje granice. Nie wolno nam dłużej milczeć, gdy są one przekraczane.
Dlatego mówimy TAK dla europejskiego uniwersalizmu – i NIE dla europejskiego centralizmu.

Ja – tak jak każdy z Państwa na tej sali – poddaję się demokratycznej kontroli. Wszyscy będziemy w ten sposób rozliczeni – ze wszystkich naszych działań. Reprezentuję rząd, który został wybrany w 2015 r. po raz pierwszy w historii Polski uzyskując samodzielną większość. Dlatego podjął ambitny program reform społecznych.

I Polacy zadecydowali: w kolejnych wyborach w 2018, 2019, 2020 roku dokonali demokratycznej oceny naszego rządu. Przy największej w historii frekwencji wyborczej uzyskaliśmy najsilniejszy w historii mandat demokratyczny. Przez 30 lat żadna partia, żadna partia! nie uzyskała takiego wyniku wyborczego jak Prawo i Sprawiedliwość. I to nie mając wsparcia zagranicy, wsparcia wielkiego biznesu, nie mając nawet ćwierci tego wpływu na media co nasi konkurenci, którzy urządzali Polskę po 1989 r.

Dobiegające do nas paternalistyczne pouczania o demokracji, praworządności, o tym, jak mamy kształtować własną Ojczyznę, że dokonujemy złych wyborów, że jesteśmy zbyt niedojrzali, że nasza demokracja jest rzekomo „młoda” – to fatalny kierunek narracji proponowanej przez niektórych.

Polska ma długą tradycję demokratyczną. Rzeczywiście też tradycję solidarności.
Kary, represje silniejszych gospodarczo krajów wobec tych, które wciąż zmagają się z dziedzictwem pozostawania po złej stronie żelaznej kurtyny – to nie jest dobra droga.

Wszyscy musimy pamiętać o jej konsekwencjach. Polska przestrzega zasad Unii, ale nie da się zastraszyć. Polska w tej sprawie oczekuje dialogu.

Aby usprawnić proces tego dialogu, warto zaproponować zmiany instytucjonalne. Dla trwałego dialogu, w sposób zgodny z zasadą checks and balances, można utworzyć Izbę Trybunału Sprawiedliwości – składającą się z sędziów wskazywanych przez sądy konstytucyjne państw członkowskich. Przedstawiam dziś Państwu taką propozycję. Ostateczna decyzja musi należeć do demosu i do państw, ale sądy powinny mieć taką platformę do szukania wspólnego mianownika.

Kończąc, Wysoka Izbo, musimy także odpowiedzieć sobie na pytanie skąd Europa czerpała przez wieki swoją przewagę. Co sprawiało, że europejska cywilizacja była tak silna.

Historia odpowiada na to pytanie tak: staliśmy się potężni, bo byliśmy najbardziej różnorodnym kontynentem na globie.

Niall Ferguson pisze tak: „monolityczne imperia Orientu stłumiły innowacyjność, natomiast w górzystej, poprzecinanej rzekami zachodniej Eurazji liczne monarchie i miasta-państwa twórczo rywalizowały i stale się ze sobą komunikowały”.

Europa wygrała więc, zachowując równowagę między twórczą rywalizacją a komunikacją. Między konkurencją a współpracą. Dziś znowu potrzebujemy jednego i drugiego.

Wysoka Izbo. Chcę Europy silnej i wielkiej, walczącej o sprawiedliwość, o solidarność, o równe szanse. Europy zdolnej stawić tamę autorytarnym reżimom. Europy stawiającej na najnowsze recepty gospodarcze. Europy szanującej kulturę i tradycje, z której wyrosła. Europy rozpoznającej wyzwania przyszłości i pracującej nad najlepszymi rozwiązaniami dla całego świata.

To wielkie zadanie dla nas. Dla nas wszystkich, drodzy Przyjaciele. Tylko tak obywatele Europy odnajdą w sobie nadzieję na lepsze jutro. Odnajdą w sobie wolę działania i wolę walki. To trudne zadanie. Ale podejmijmy je. Podejmijmy je razem. Niech żyje Polska, niech żyje Unia Europejska suwerennych państw, niech żyje Europa, najwspanialsze miejsce w świecie!
Dziękuję bardzo.

Źródło TVP.INFO.PL


Mądre i rzeczowe wystąpienie Premiera Mateusza Morawieckiego, rzecz jednak w tym, iż PE czy KE pod przewodnictwem Niemieckiej przewodniczącej nie jest zainteresowany dialogiem z Polską! Ta lewacka anty Polska chucpa jest zainteresowana całkowitemu podporządkowaniu Polski jako państwa. Jak słyszymy ze strony przewodniczącej KE, że ona i komisja Europejska nie uznaje wyroków Polskiego trybunału konstytucyjnego, bo jej osobistym zdaniem nie jest on obsadzony przez całkowicie kontrolowanych i posłusznie wykonujących sędziów to człowieka szlag jasny trafia! Pani Von der Leyen przedstawiła premierowi Morawieckiemu kolejne żądania i kolejny szantaż. Obiecane pieniądze i całkowite podporządkowanie się albo ciąg dalszy ataku na Polskie państwo! Na szali pieniądze z Funduszu Odbudowy! Ursula Von Der Leyen oczekuje i żąda od Polskiego rządu szeregu zmian w wymiarze sprawiedliwości. To wszystko mimo jawnego łamania traktatów! Odniosła się do tej kwestii w kontekście wypłaty pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Szefowa Komisji Europejskiej przedstawiła zalecenia dla Polski na zakończenie debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Polski Krajowy Plan Odbudowy, na podstawie którego będą wydawane fundusze, wciąż nie został zatwierdzony przez KE.

Ursula Von Der Leyen stwierdziła również, iż ona sama jak i instytucje unijne nie uznają wyroków Polskiego trybunału konstytucyjnego. Zapewne powód jest taki, iż nie zasiadają w jego składzie posłusznie wykonujący polecenia z Brukseli sędziowie dopuszczający się zdrady stanu na rzecz budowy w Europie IV rzeszy Niemieckiej!

Jak już pisałem wiele razy wcześniej Premier słusznie i dobrze przedstawił nasze stanowisko, ale nie oczekujmy cudów. Tam nie chodzi o żadną praworządność, ale o cyniczną walkę o władze w Polsce, dla nikogo nie jest tajemnicą, iż totalna opozycja doprowadzi kraj nie tylko do upadku, ale również do całkowitej utraty wolności i suwerenności!

Tu bynajmniej nie chodzi o wypracowanie porozumienia, lecz o całkowite zniszczenie Polskiej państwowości. To ma być przykład na podstawie, którego Eurokołchoz rozprawi się z innymi państwami. W kolejce państwa Europy środkowej i południa.

Podziel się komentarzem

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.