Stalinowskie metody ciągle żywe. Tomasz Łysiak o atakach UE na polski rząd

Jedną z głównych metod zwalczania przez Józefa Stalina wolnej Polski było uderzanie w legalnie istniejący rząd polski w Londynie i zaprzeczanie temu, iż to on reprezentuje Polaków, polskie sprawy i stoi na czele ciągle istniejącego państwa polskiego. Obecnie – co trzeba stwierdzić ze smutkiem – Unia Europejska sięga po te stare, sprawdzone już metody – pisze Tomasz Łysiak dla Niezalezna.pl.

Już od września 1939 roku stało się jasne, że jednym z głównych motorów stalinowskiej polityki wobec Polski będzie próba udowodnienia światu, że nie istnieje zarówno państwo polskie jak i nasz rząd. W nocie wręczonej 17 września ambasadorowi Grzybowskiemu przez zastępcę komisarza ludowego do spraw zagranicznych Potiomkina (ambasador noty nie przyjął w związku z zawartymi w niej kłamstwami) – według Sowietów Polska przestała istnieć (nota bene jak widać słowo „komisarz” dobrze funkcjonowało wtedy i dobrze określa urzędnicze funkcje w Unii obecnie – ale może zostawmy tę słownikową złośliwość na boku).

Co działo się potem? Według Stalina rząd londyński był jedynie jakimś uzurpatorem, „nie istniał”. Owszem, przez chwile wrócił na arenę polityki, po ataku Niemiec na ZSRS i dzięki temu udało się Andersowi utworzyć armię, po czym wyprowadzić dziesiątki tysięcy Polaków z nieludzkiej ziemi, przez „morze czerwone” do aliantów. Ale potem znów został zanegowany – nawet powstanie dywizji Berlinga i dalsze koleje losu polskich żołnierzy, „kościuszkowców” czy całego „ludowego wojska polskiego” przyklejonego do Armii Czerwonej, miało przede wszystkim wymiar polityczny. Negowano istnienie prawdziwego rządu, prawdziwego wojska polskiego. Bitwa pod Lenino – ta rzeź, rzucenie Polaków na śmierć, by ich przelaną krwią potem chwalić się na konferencji ministerialnej – także miało wymiar politycznej rozgrywki: „Patrzcie to jest prawdziwe wojsko, które walczy za Polskę”. A potem? PKWN, tworzenie „własnego” komunistycznego rządu, aż wreszcie całkowite opanowanie Polski przy zgodzie aliantów. Symbolami mogą być tu zarówno parada w Londynie, w której nasi żołnierze z Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wzięli udziału, jak i „proces szesnastu” – sądowy popis „wymiaru sprawiedliwości” sowieckiej, w którym dowódców patriotycznego podziemia polskiego Sowieci skazali na kary więzienia (kilku potem zamordowali przed zakończeniem ich kary). Co Zachód zrobił w sprawie tego procesu? Pokiwał głową, „ze zrozumieniem”, w końcu ci Polacy faktycznie prowadzili działalność „antyradziecką”…

A zatem… metoda podobna do tej używanej teraz. Żeby było jasne: nie porównuję zbrodniczego państwa Stalina do Unii Europejskiej, nikt tu gułagów nie stawia. Toutes proportions gardées. Ale też, co do użytej metody negowania legalności funkcjonowania polskiego rządu, to te próby zdyskredytowania legalnej polskiej władzy, zaprzeczeniu tego, że to rząd obecny w istocie reprezentuje Polaków, są podobne co do intencji. Na forum Parlamentu Europejskiego pojawił się bowiem taki agresywny ton wypowiedzi, z którego miałoby wynikać, jakoby nie legalna, wybrana w wyborach władza reprezentuje Polskę i Polaków, tylko sprzymierzeni z polską opozycją politycy z innych państw. I ten mechanizm, ten sposób prowadzenia dyskursu jest bardzo niepokojący i to on budzi najgorsze skojarzenia. Bo to są po prostu metody Stalina. Kiedyś ich skutkiem było odebranie Polsce suwerenności…

Źródło Niezależna.pl

Podziel się komentarzem
Udostępnij

Dodaj komentarz